Paniżej artykuł GW na temat TELC. Enjoy!
Trzydzieści dwie osoby nie odebrały wczoraj aktów mianowania na urzędników służby cywilnej. Wicepremier Ludwik Dorn zakwestionował ich certyfikaty znajomości języka rosyjskiego
Ludwik Dorn: - Poleciłem szefowi służby cywilnej Janowi Pastwie wstrzymać wydawanie aktów mianowań na urzędnika osobom, które legitymują się znajomością języka rosyjskiego na najniższym dopuszczalnym poziomie średnio zaawansowanym.
Wicepremier tłumaczy: - Spośród osób, które w tym roku zdały egzamin na urzędnika mianowanego, 370 zdawało język rosyjski w centrach egzaminacyjnych TELC. Wszyscy, których zwierzchnicy delegowali do TELC w Rzeszowie, Białymstoku i Zabrzu, zdawali.
Dorn ma wątpliwości co do okoliczności nadania TELC uprawnień do wydawania certyfikatów. Doszło do tego w 2003 r. Zostało wtedy zmienione rozporządzenie premiera w wymaganiach językowych dla urzędników mianowanych: poziom znajomości obniżono do średnio zaawansowanego. Jednocześnie TELC znalazł się na liście ośrodków egzaminacyjnych.
Nie tylko Dorn jest zaniepokojony kiepską znajomością języka wśród urzędników. Niskim poziomem egzaminów z rosyjskiego zajmowała się Rada Służby Cywilnej w zeszłej kadencji. A jeszcze przed powołaniem rządu PiS powstał w Urzędzie Służby Cywilnej projekt rozporządzenia premiera podnoszący wymagania językowe dla urzędników.
Czy jednak wicepremier Dorn miał prawo wstrzymać wydawanie nominacji na urzędników mianowanych? Swoje polecenie wydał w poniedziałek już po tym, jak większość osób z kwestionowanymi przez niego certyfikatami mianowania odebrała. Z 370 osób bez mianowań zostało 32.
Dorn zastrzega, że jego decyzja ma wymiar czysto "uroczysto- symboliczny", bo formalnie wszyscy, którzy zdali egzamin, są już mianowani.
Ale zainteresowani urzędnicy nie wierzą: - Mieliśmy zaproszenie na czwartek. A tu w środę przychodzi informacja od szefa służby cywilnej, że wydawanie mianowań wstrzymano. Zdaliśmy te same egzaminy co inni. Oni dostali mianowania, a my nie. To niesprawiedliwe. Będą nas traktować w urzędzie jak oszustów. Miała być apolityczna służba cywilna, a jest ręczne sterowanie - ocenia rozgoryczona urzędniczka z Białegostoku (woli nie podawać nazwiska, żeby nie mieć dodatkowych kłopotów).
Urzędnicy uważają, że Dorn złamał prawo, bo w ustawie o służbie cywilnej nie ma mowy o wstrzymywaniu wydawania mianowań. Nie wykluczają oddania sprawy do sądu.
- Nie ma też zapisu, że nie wolno tego robić - bagatelizuje rzecznik MSWiA Tomasz Skłodowski. - Nie ma mowy o cofnięciu mianowania. Urzędnicy odbiorą dokument po wyjaśnieniu wątpliwości.
Ma je wyjaśnić do połowy grudnia specjalny zespół.
Maria Gintowt-Jankowicz, szefowa Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, ocenia: - Lepiej byłoby, gdyby decyzja objęła wszystkich, którzy zdawali języki w TELC, nie tylko część osób, która zdawała rosyjski.
A co na to Urząd Służby Cywilnej. Jan Pastwa, szef USC, nie chce oceniać decyzji wicepremiera Dorna. Wczoraj powiedział tylko: - Od czwartku te osoby są mianowanymi urzędnikami służby cywilnej. Dyrektorzy ich urzędów wiedzą, że zdały egzamin. W budżecie są zagwarantowane środki na ich wynagrodzenia. Nikt i nic nie może ich powstrzymać przed złożeniem ślubowania.
Inni urzędnicy USC i kancelarii premiera nie kryją zaskoczenia decyzją Dorna: - Przecież wiadomo było, że rozporządzenie i tak będzie znowelizowane i w przyszłym roku egzaminy będą trudniejsze. Ale jeśli są jakieś wątpliwości, to trzeba zbadać każdy przypadek osobno. Dopiero gdyby okazało się, że coś jest nie tak, wycofać mianowanie konkretnej osoby. Po co ta decyzja? Może ktoś podpuścił ministra Dorna i powiedział mu, że komucha można poznać po tym, że ma egzamin z języka rosyjskiego na poziomie średnio zaawansowanym - zastanawiają się.
O sprawie nie chciał też rozmawiać szef Rady Służby Cywilnej prof. Marek Rocki. Rada na razie nie funkcjonuje, bo sejmowe partie jeszcze nie ustaliły jej składu.
Mianowanymi urzędnikami zostało w tym roku 1500 osób (1440 urzędników plus 58 absolwentów KSAP). To urzędnicza elita - tylko oni mogą ubiegać się o najwyższe stanowiska w urzędach. Dostają 800 zł dodatku do pensji, prawo do służbowego mieszkania, jeśli są oddelegowani do pracy poza urzędem, więcej urlopu. Nie mogą być członkami partii politycznych ani podejmować dodatkowej pracy bez zgody przełożonych. Można ich przenosić między urzędami, ale bardzo trudno ich zwolnić. Kandydaci na mianowanych muszą pracować w służbie co najmniej dwa lata, mieć wyższe wykształcenie i znać przynajmniej jeden język obcy.